Pozwolicie, że podzielę się z wami informacjami o wydarzeniu, w którym miałam ostatnio przyjemność wziąć udział. Jak tytuł notatki głosi był to kurs fotograficzny, ale może przejdźmy do sedna sprawy. Wszystko zaczęło się w sobotę o godzinie 12 z minutami gdy to już po zapisach (okazało się, że mnie nie zapisało TT__TT), wpłatach i różnych ustaleniach poszliśmy na wstępny apel, na którym pan Daniel Mróz (główny wykładowca) razem z panem Maksem Skrzeczkowskim przydzielił nas do naszych opiekunów, którzy na te dwadzieścia cztery godziny miały nam zastąpić matkę, ojca, mentora i kogo byśmy tam nie chcieli. Po przydzieleniu nas pan Daniel poprowadził wykład o podstawach fotografii takich jak kadrowanie, planach, czułości, balansie bieli, świetle i temu podobnych "niezbędnych do robienia zdjęć informacjach". Po wykładzie, który nie został nawet do końca zakończony poszliśmy na plener do klasztoru ojców Dominikanów w Lublinie. Gdzie niczym mrówki rozeszliśmy się po całym kościele wchodząc wszędzie gdzie się dało zaczynając od konfesjonałów, schodów prowadzących do organów, a na zakrystii i kaplicach kończąc. Pomimo obecność przewodnika nikt jakoś zbytnio nie zwracał na niego uwagi, wszyscy zbyt zajęci cykaniem coraz to bardziej niesamowitych fotek. W tym miejscu opanowałam wielką sztukę doświetlania i niedoświetlania zdjęć oraz obsługiwanie statywu, w której pomógł mi Pan Maks. Po plenerze na terenie klasztoru wybraliśmy się na Stare Miasto z tematem "Lublin, w którym czas się zatrzymał". Temat na pierwszy rzut oka wydawał się być prosty, jednak gdy dopowiedziane zostało, iż na zdjęciach nie jest mile widziana obecność śladów XXI wieku to zadanie stało się już dużo trudniejsze. Wszyscy rozeszli się po starówce atakując swoimi obiektywami każde miejsce, które było pozbawione ludzi, samochodów, kabli i reszty części naszego zmechanizowanego świata.
Po sesji stałam się modelem dla wielu istot gdyż postanowiłam odpocząć na kamiennym bruku Lubelskiej Starówki, czym natchnęłam wielu młodych fotografów do cyknięcia mi kilku fotografii. Nie żeby mi to przeszkadzało, wręcz prosiłabym o wysłanie mi w jakiś magiczny sposób tych zdjęć. Jeśli ktoś z uczestników czyta ten tekst, niech mi wyśle na maila moje fotki. Łaaaadnie proszę ^^. Cóż następnym punktem programu był wykład w sali narad Rady Miejskiej, gdzie obsługa techniczna wzięła sobie za cel zmienienia nas w chodzące kostki lodu. Jeśli natomiast interesuje was temat wykładu top był on o "wystawiennictwie jako o sztuce prezentowania sztuki."
Później udaliśmy się do Zamku oczywiście okrężną drogą tak by zrealizować kolejny temat "Magiczny Lublin". Tutaj wpadłam na genialny pomysł z wykorzystaniem świeczek, które zakupiłam drogą kupna, a nie wymiany. Cóż nie wyszło tak jak sobie wyobrażałam, ale cóż mogło być gorzej. Po przepuszczeniu napaści na Zamek szybkim krokiem udaliśmy się do Teatru NN. Wszystkich, którzy tam jeszcze nie byli niech żałują i przy najbliższej okazji zmienią ten stan rzeczy. Miejsce i pokazywane tam obiekty przemawiają do człowieka na wiele możliwych sposób, osobiście w pewnym momencie prawie się tam popłakałam.
...
Wiecie co a figa wam....
CDN