poniedziałek, 17 września 2012

"Wielkie Fotografowanie" czI

Pozwolicie, że podzielę się z wami informacjami o wydarzeniu, w którym miałam ostatnio przyjemność wziąć  udział. Jak tytuł notatki głosi był to kurs fotograficzny, ale może przejdźmy do sedna sprawy. Wszystko zaczęło się w sobotę o godzinie 12 z minutami gdy to już po zapisach (okazało się, że mnie nie zapisało TT__TT), wpłatach i różnych ustaleniach poszliśmy na wstępny apel, na którym pan Daniel Mróz (główny wykładowca) razem z panem Maksem Skrzeczkowskim przydzielił nas do naszych opiekunów, którzy na te dwadzieścia cztery godziny miały nam zastąpić matkę, ojca, mentora i kogo byśmy tam nie chcieli. Po przydzieleniu nas pan Daniel poprowadził wykład o podstawach fotografii takich jak kadrowanie, planach, czułości, balansie bieli, świetle i temu podobnych "niezbędnych do robienia zdjęć informacjach". Po wykładzie, który nie został nawet do końca zakończony poszliśmy na plener do klasztoru ojców Dominikanów w Lublinie. Gdzie niczym mrówki rozeszliśmy się po całym kościele wchodząc wszędzie gdzie się dało zaczynając od konfesjonałów, schodów prowadzących do organów, a na zakrystii i kaplicach kończąc. Pomimo obecność przewodnika nikt jakoś zbytnio nie zwracał na niego uwagi, wszyscy zbyt zajęci cykaniem coraz to bardziej niesamowitych fotek. W tym miejscu opanowałam wielką sztukę doświetlania i niedoświetlania zdjęć oraz obsługiwanie statywu, w której pomógł mi Pan Maks. Po plenerze na terenie klasztoru wybraliśmy się na Stare Miasto z tematem "Lublin, w którym czas się zatrzymał". Temat na pierwszy rzut oka wydawał się być prosty, jednak gdy dopowiedziane zostało, iż na zdjęciach nie jest mile widziana obecność śladów XXI wieku to zadanie stało się już dużo trudniejsze. Wszyscy rozeszli się po starówce atakując swoimi obiektywami każde miejsce, które było pozbawione ludzi, samochodów, kabli i reszty części naszego zmechanizowanego świata. 
Po sesji stałam się modelem dla wielu istot gdyż postanowiłam odpocząć na kamiennym bruku Lubelskiej Starówki, czym natchnęłam wielu młodych fotografów do cyknięcia mi kilku fotografii. Nie żeby mi to przeszkadzało, wręcz prosiłabym o wysłanie mi w jakiś magiczny sposób tych zdjęć. Jeśli ktoś z uczestników czyta ten tekst, niech mi wyśle na maila moje fotki. Łaaaadnie proszę ^^. Cóż następnym punktem programu był wykład w sali narad Rady Miejskiej, gdzie obsługa techniczna wzięła sobie za cel zmienienia nas w chodzące kostki lodu. Jeśli natomiast interesuje was temat wykładu top był on o "wystawiennictwie jako o sztuce prezentowania sztuki." 
Później udaliśmy się do Zamku oczywiście okrężną drogą tak by zrealizować kolejny temat "Magiczny Lublin". Tutaj wpadłam na genialny pomysł z wykorzystaniem świeczek, które zakupiłam drogą kupna, a nie wymiany. Cóż nie wyszło tak jak sobie wyobrażałam, ale cóż mogło być gorzej. Po przepuszczeniu napaści na Zamek szybkim krokiem udaliśmy się do Teatru NN. Wszystkich, którzy tam jeszcze nie byli niech żałują i przy najbliższej okazji zmienią ten stan rzeczy. Miejsce i pokazywane tam obiekty przemawiają do człowieka na wiele możliwych sposób, osobiście w pewnym momencie prawie się tam popłakałam. 

...

Wiecie co a figa wam....

CDN 

niedziela, 9 września 2012

Mój Nowy Świat

Ostatnio jakoś odpłynęłam do pięknego świata stworzonego przez muzykę z filmu "Amelia". Z nieukrywanym smutkiem przyznaję się wielkiego zaniedbania z mojej strony jakim to musi być nieobejrzenie tego filmu mimo posiadania go na dvd'i. Mam jednak na swoje usprawiedliwienie wiadomość, iż mimo posiadania dwóch odtwarzaczy owych płyt to przez brak kabli (,które zaginęły w tajemniczych okolicznościach przyrody) na żadnym telewizorku nie mogę go obejrzeć. Nie jest to pewnie dobre alibi zważając na to, że film ten posiadamy w domu od zarania dziejów i mogłam go obejrzeć, cóż jak widać nie mogłam. Więc teraz żałuje.

Zastanawiacie się zapewne, dlaczego nie obejrzę go na kompie(lapku). Oglądanie tego filmu na Zygmunice było by dużym nie dociągnięciem. Zważając na drobny szczegół, iż czaję się na ten film właśnie ze względu na piękną muzykę. Polecam wszystkim, którzy pragną, na chwilę oderwać się od świata i utonąć wśród pięknych dźwięków, akordeonu, skrzypiec i fortepianu.

poniedziałek, 3 września 2012

Rozwaliło mi piekarnik- Akurat

Rozwaliło mi piekarnik, rozwaliło 
coś zrobiła ty rozwalająca siło 
jak jest zbudowany świat 
stał piekarnik tyle lat 
z piekarnikiem teraz bez 
nie powstrzymam się od łez

Rozwaliło mi piekarnik w moim domu 
choć nic złego nie uczyniłbym nikomu 
nikt nie mówił o mnie źle 
nikt nie denerwował się 
komu jestem winien co 
że spotkało mnie to zło  

Komu jestem winien co 
że spotkało mnie to zło

Ostatnio, tak mniej więcej od wczoraj nabrałam jakiejś dziwnej fazy na piosenki zespołu Akurat. Cóż jakby się tak nad na tym zastanowić chwilę dłużej to katuję się na razie dwoma piosenkami, ale cóż zazwyczaj się to wszytko zaczyna od dwóch piosenek, a potem człowiek pochłania kolejne i kolejne, kupuje płyty, chodzi na koncerty i dziwi się widząc pustkę w swoim portfelu i wylatującego z niego ćmy. Zobaczymy jak to będzie ze mną, na razie polecam do zapoznania się z wyżej zademonstrowaną piosenką, bo jest niezła i wymiata jak to "młodzież" mawia. Ja bym to nazwała raczej epicką piosenką, o tym jak łatwo przyzwyczajamy się do małych rzeczy i ich nagły brak powoduje w nas totalny chaos. 

Kiedy z serca płyną słowa 
Uderzają z wielką mocą 
Krążą blisko wśród nas ot tak 
Dając chętnym szczere złoto 
I dlatego lubię mówić z Tobą 
I dlatego lubię mówić z Tobą 

Każdy myśli to co myśli 
Myśli sobie moja głowa 
Może w końcu mi się uda 
Wypowiedzieć proste słowa 

I dlatego lubię mówić z Tobą 
I dlatego lubię mówić z Tobą 

Bardzo prosta piosenka o miłości. Zapraszam do zarażanie się ode mnie tym małym bakcylem. 

sobota, 1 września 2012

Ale to już było?

Pijąc sobie czerwoną herbatkę z mojego pięknego dzbaneczka i słuchając sobie tych wszystkich wolnych, łapiących za serce piosenek o miłości i życiu po prostu się lenie. I będę się leniła do 12.30 albo trochę dłużej bo muszę zmyć podłogę.
Ahhh moja herbata jest naprawdę kwaśna.To wszystko przez moją słabość do cytryny, jak już mam z nią coś pić to kroję odrazu połowę:)
 Upiekłam rano muffinki. Tak rano. Ponieważ o 7 coś do mojego pokoju wparował tata krzycząc głośne "PRZEPRASZAM!!! Już wychodzę, śpij sobie!"-.-
Stwierdziłam więc jak szaleć to na całego i wstałam...
DU-DUDU-DUM!
Mama jest dziś w pracy więc mogłam spokojnie spędzić ten poranek na słodkim leżeniu w łóżku. Ale nie, ja oczywiście muszę być inna. Jutro tez sobie nie pośpię.
Herbatka mi wystygła T___T
Nic nie zmienia faktu, że najpierw musiałam poczekać aż wstanie MałyBrat aby go nie obudzić. No tak. Rano spał bo kurczę wczoraj wrócił o 23 coś z meczu (! a ja to co?!), gdy wszyscy oprócz mnie oczywiście spali i dzwoniąc do mnie powiedział łaskawie: "No możesz już schodzić..." Mogę schodzić bo domofon otwierający drzwi do klatki się zepsuł!
Ignorując myśli: "Ale ja jestem w piżamie!" i " Mój ciepły kocyk... i, że cię nie opuszczę..." nałożyłam na siebie jakąś starą bluzę, bodajże należącą do babci i ruszyłam licząc, że nie spotkam nikogo.
 Poruszałam się przy tym wolno i leniwie a po drodze dwa razy ściągałam japonka aby sobie wydłużyć drogę.
"A niech czeka!"
Nie uzyskałam jednak pożadanego efektu ponieważ ON czytał sobie jakąś ulotkę i najwyrażniej było mu całkiem ciepło i miło i zupełnie nie nudno!
Cóż mi pozostało!
Przegrałam.

Zabiorę Cię właśnie tam! d-_-b laalalaaaaa!
Aha.
Pamiętacie dziś 1!?
WRZEŚNIA...
Huehue uwielbiam was tak denerwować.