No heeej :D
Wróciłam z pochmurnej Irelandii Południowej do pochmurnej Polski. Nie ma to jak zmiana klimatu, doprawdy...
Było fajnie, naprawdę. Obawiałam się troszkę zimna oraz stosunków z moją klasą, za którą niezbyt przepadam, ale - uwaga! - dało się znieść. Co prawda, ja trzymałam się z innymi ludźmi, z III klasy gimnazjum; byłam z nimi w pokoju, przesiadywałam w czasie wolnym i śmiałam się do rozpuku, naprawdę. Tak wesołej wycieczki zagranicznej, to ja jeszcze nie miałam, naprawdę :)
Teraz czas na krótkie wspomnienia:
Już w niedzielę o godzinie piętnastej byliśmy w Dublinie. Zwiedziliśmy to miasto i muszę, kurka, powiedzieć, że jest niesamowite. Taka różnica od nudnego Lublina i brudnej Warszawy, z której odlecieliśmy do Irlandii Południowej, była naprawdę widoczna! Dublin jest porządnym miastem - wszystko tam jest czyste i świeże! Ludzie przemili, ale mają swoje zasady, których się trzymają. Cud, miód i orzeszki. Irlandczycy są naprawdę śmieszni. Zaraz wyjaśnię dlaczego. Przemierzając dublińskie ulice, zauważyliśmy dużo pomników jakiś takich kobiet oraz zwykłych chłopów, że się tak wyrażę. Było to niezwykle dziwne, bo w większości pomniki stawia się ludziom zasłużonym. Przewodnik odpowiedział pokrótce rzecz bardzo dla mnie śmieszną - mieszkańcy wystawili pomniki prostytutkom, czy też złoczyńcom, bo podobno walczyli o sprawę Irlandii, która wtedy była pod panowaniem brytyjskim. Jako przykład podam pomnik prostytutki. Kobieta ta oddawała swoje ciało tylko Irlandczykom i pewnego dnia odmówiła Brytyjczykowi. Ten wkurzony zgwałcił dziewiętnastolatkę, która potem zachorowała na jakąś chorobę. Niezwykła aluzja, że Anglicy to ludzie brudni i nieczyści :D


W ciągu następnych dni przemieszczaliśmy się głównie po zachodniej części Irlandii, blisko naszej bazy wypadkowej - Cork.
Widziałam klifu, stałam na nich patrząc na wschodzące słońce przy Morzu, które potem wpływa do Oceanu. Niezwykły widok, naprawdę.
Zwiedziliśmy Zoo, które było niezwykłe - dużo gatunków zwierząt, które można było obserwować w ich własnym środowisku.
 |
| Ten podoba mi się najbardziej :D |
Z takich innych miejsc, odwiedziliśmy także Kościoły, gdzie ja - jako fanka
starodawnej architektury - robiłam milion zdjęć. Nauczycielka od historii odnalazła tablicę z wieku XV bodajże - w całkiem dobrym stanie. Cudem było, że ocalała.
Słowami nie opisze się wrażeń.
 |
| Owa tablica |
Odwiedziliśmy także Blarney Castle. Zrobiłam tylko zdjęcia na zewnątrz zamku, bo w ruinach się bałam, że jak wyjmę aparat to spadnę na zieloną trawkę ponad 100 jeśli nie więcej metrów poniżej.Wysokości takie, jakich w Polsce nie ma. Hm... Ciekawe jak by wyglądała taka plama czerwieni na zieleni?
Klatka schodowa wąziutka, mój tatuś z Erynii z pewnością by się nie przecisnął :D .
Widoki na zewnątrz piękne - zobaczcie same!
 |
| Zamek z oddali |
Wybaczcie, ale nic wam nie kupiłam. Guziku - kart nie było - cholercia! Dziewczyny - słodycze mi się rozwaliły w bagażu. Lecieliśmy samolotem a ja głupia upchnęłam czekoladę w torbie bagażowej. A oni tym rzucali i ciasteczka szlag wziął. Nie wspomnę o czarnej czekoladzie na moim zielonych spodenkach, ach!!!!
Pokupowałam kupę lepkronusów ale brat je zabrał. Wyjechali do babci na weekend, więc zostałam sama. Rodzice wracają źli, brat smutny. Z lepkronusów zostały tylko rączki i nóżki po zabawie z psem. Ach... I weź tu bądź człowieku miły...
Na dodatek dodam jeszcze fotografie irlandzkiego nieba. Dwa razy weszło słońce. To i tak dobrze.
PS. - Nie spałam w pokoju koedukacyjnym. Juuuuuuuuuuuuuuupi :D
Najśmieszniejsze jest to, że całkowicie odzwyczaiłam się od polskiej waluty. Pięć dni sprawiło, że widząc w Polsce 1, 90 za chleb, mam wrażenie, jakby to było Euro, przy czym natychmiast cofa mnie wysoka cena. Oprócz tego ruch - w Irlandii panuje taki jak w Anglii, odwrotny do tego w Polsce. Dziwne :)
Obserwując Irlandczyków doszłam do wniosku, że Ci naprawdę dużo wycierpieli na ekspansji Rzymian a potem Brytyjczyków. Język irlandzki niby jest i niby każdy mieszkaniec uczy się go w szkole, ale tak naprawdę wszyscy używają angielskiego, tyle że nie zaciągają przy "r" tak jak to robią Brytyjczycy.
Wrażenia niesamowite, naprawdę :)