środa, 20 czerwca 2012

Wymarzone złoto

Więc tak, nie żeby coś, ale dzisiaj odbył się finał biegów na orientację, ostatnia runda, ostatnia szansa na punkty i stanięcie na podium w gronie dwóch pozostałych szczęśliwców, który swoim potem, kolkami, urazami wszelkiej maści, często różnymi drobnymi oszustwami wywalczyli sobie miejsce na owych trzech stopniach, a po co. Po zdobycie jednego z trzech cieniutkich, zwykłych metalowych krążków, na biało-czerwonej wstążce. Jak zwykle zawodu zaczęły się z lekkim opóźnieniem (rozpoczęcie było o 10.30 zaczęło się za pięć jedenasta). Biada wszystkim licealistom i tej chmarze gimnazjałków i nie tylko, którzy tak jak my mieli swój wybieg dopiero koło godziny dwunastej. Wybiegłam za pięć dwunasta i od razu po wbiegnięciu na trasę stwierdziłam, że nie do końca wiem gdzie powinnam pobiec. Wybrałam sobie trasę na wprost zbiegłam z górki, wbiegłam w las i znalazłam się na kolejnym wzgórzu. Zwęszając trop prowadzący do pierwszego punktu wszystko się tak naprawdę zaczęło. Chaos, krzyki, dawanie "dobrych" rad innym graczom, które zazwyczaj kończą się tym, że pytający zostaje wysłany w pole. Nic tylko kochać wszystkich, pomocnych ludzi, o których zaradności i dobrych radach przekonali się na własnych skóra I** i Tyci. Spotykając na trasie osoby z mojej szkoły, które wybiegły przede mną sprawiało, że człowiekowi od razu jakoś milej się na duszy robiło, zaraz rozpalało to również w sercu płomyk nadziei, na kto wie może nawet na jakieś lepsze miejsce w klasyfikacji ogólnej.

Jak można opisać taki bieg w tak upalny i nienormalny dzień jak dziś horror. Żar leje się z nieba, a ty musisz zafindalać za punktami, za jakieś liche, nic nie warte nagrody, które i tak nie wiadomo czy otrzymasz. To jest strasznie demotywujące uczucie, ale ty i tak biegniesz dalej, bo wiesz, że w sumie, a nóż widelec może to właśnie tobie się dziś poszczęści.

Ostatnia prosta. Guzik zdopingowany okrzykami z widowni wytęża ostatnie siły i biegnie w stronę wielkiego dmuchanego napisu meta. Serce wali mu jak maleńkiemu koliberkowi po dwunastu szklankach espresso. Wkłada czip do punktu kontrolnego. Sekunda przed usłyszeniem tak upragnionego pipppp wydaje się ciągnąć godzinami, w końcu jednak słychać dźwięk i ta młoda zawodniczka wie, że bieg właśnie się skończył. Świadoma tego, że zwaliła przy pierwszym i dziewiątym punkcie pali ją niemiłosiernie. Dziewczyna powoli doczołguje się do punktu kontrolnego gdzie oddaje czip. Słabym głosem krzyczy coś w stronę znajomych o tym, by ktoś rzucił w jej stronę wodę. Serce wali jej jak szalone, w gardle nagle znikąd pojawia się wielka gula, która utrzymuje się w nim jeszcze długi czas.

Dzisiejszego dnia wiele osób zwaliło biegi. Mieliśmy wiele ofiar (mniej lub bardziej) śmiertelnych, które ten bieg przypłaciły życiem (no bez przesady, ale na pewno zdrowiem). Mimo dyskwalifikacji i tak wam gratulujemy.

Ostatnie minuty turnieju, wyczytują nazwiska pierwszego miejsca w kategorii KLIC (dla nie wtajemniczonych kobiety-liceum) A.... POMARAŃCZOWY GUZIK...! Powiedzmy sobie, że mimo wszystko do końca w to nie wierzyłam. Myślałam, że przez brak mej obecności na majowych biegach nie mam już szans na pierwsze miejsce. Jednak los chciał inaczej i od dzisiaj jestem dumnym właścicielem "ZŁOTEGO" medalu wojewódzkich zawodów biegów na orientację.

Na tym pragnę zakończyć moją dzisiejszą notatkę...

PS: Wszystkim Alicjom życzę jutro z okazji ich imienin wszystkiego najlepszego, szczęścia, zdrowia i słodyczy, Guzik życzy :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz