poniedziałek, 18 czerwca 2012

Historia paru znajomości

Postanowiłam przybliżyć Wam historię naszego spotkania.

 Na początku było nas cztery. A właściwie dwójka, patrząc przynajmniej z mojej perspektywy.
Himetsu i ja, poznałyśmy się pierwszego dnia podstawówki kiedy to nasza wychowawczyni rozdzielała nas parami. Zasiadłyśmy przy okleinowym blacie ( w zresztą wyjątkowej bo jedynej takiej ławce która tajemniczo odnajdywała nas w późniejszych latach nauki) i jakoś tak się zaczęło. Od wiecie takiego nieśmiałego "łyp, łyp" oczami do mazania sobie po podręcznikach i zeszytach i przelewania picia do butelek oraz wspólne picie z korków:) Byłyśmy nieśmiałe, nie wychylałyśmy się i tak poznałyśmy Guzika. O niej na pewno nie można było powiedzieć, że jest grzeczna i pełna pokory ale wtedy wydawała się samotnym i odrzuconym dzieckiem (Uwaga! Ja nadal pisze to tylko z mojej perspektywy!). Wkrótce przyjęłyśmy ją do swojego grona godząc się z tym, że wciąż pozostała dzika i nieoswojona. I jest taka nadal, czasami naprawdę trudno zrozumieć jej zachowanie i tok myślenia....:) A wraz z nią zawitała nasza bezprecedensowa Chesire fanatyk historii ( w podstawówce wymiatała ze starożytnych:)) i Azjatów. Ona potrafiła samą obecnością dodać człowiekowi odwagi i jakiejś takiej dziwacznej chęci do sama nie wiem czego. Zresztą wciąż to robi, a kiedy się spotykamy ona robi coś niespodziewanego i czasem naprawdę, przyznaje się bez bicia, udaję, że przyszłam tam zupełnie sama i w zupełnie innym celu.
 W czwartej klasie podstawówki dołączyła do nas jeszcze jedna istota. Człowiek o niezwykle silnej woli i pojemności mózgu-mój przyszły lekarz:) Niestety jeśli duże chęci często mało czasu i ta zasada idealnie tu się komponuje. Ale naprawdę podziwianie jej przychodzi mi z łatwością. Cóż mogę więcej powiedzieć.
 Rok później mieliśmy double presents! Jeden osmolił nam brwi a z drugiego wyskoczyła nam Hanami. Z nią zaczęło się od zwykłego krzesła które Guzik transportował nad swoją głową przez pół sali. I już biedaczka od pierwszych chwil wiedziała, że wpadła jak śliwka w kompot. Mamy tylko nadzieję, że lubi kompot:)
Co do drugiej osoby to pozwolicie, że przemilczę. Po prostu określę to tak: Cała nasza paczka tworzy jedną    istotę. Jeśli się zrani jedną z nas to boli wszystkie, ta osoba po prostu chyba stwierdziła, że nie jesteśmy tak fajne jak jej nowi koledzy i koleżanki i zabierając maleńki plecaczek ze wspomnieniami ruszyła dalej. Ja już dawno przestałam krwawić i pozostała mi tylko maleńka blizna i żal do samej siebie, że gdybym może bardziej się postarała to by było inaczej.
 No cóż, khe,khe miałam milczeć:)
W każdym razie pozostałyśmy tak nadal, czasem może oddalamy się od siebie a czasem jesteśmy tak strasznie blisko, że się aż dusimy.

Ta notka dedykowana jest Himetsu z życzeniami szybkiego powrotu do zdrowia:* Całuję cię przez szybkę bo pielęgniarka się będzie czepiać, że jej zarazki wnoszę:) No i do życzeń dołączam jeszcze Hanami bo wiem jak się strasznie o Ciebie martwi.

Hachimitsu

3 komentarze:

  1. Ah, nie wiem czemu ale jakoś rozczuliła mnie ta notka ;)

    OdpowiedzUsuń