niedziela, 27 maja 2012

Goździki


Tytuł jest bez sensu. Jakiś musiał być więc dlaczego niby nie taki. Krótki, zwięzły no i z trzecim punktem lekko się nie zgadza, ale nikt przecież nie jest idealny. Cały dzień zbieram się do napisania tej notki. Widzę ją przed oczami, ale gdy siadam do Zygmunta (lapciak) żeby zacząć ją pisać te słowa, wyrażenia, zdania znikają zastąpione przez totalną pustkę. Jak to uczucie w głowie po napisaniu naprawdę dobrej karty postaci, albo po całodziennej sesji z G. lub Treshem.

Gdzie oni są, gdzie wszyscy moi przyjaciele ele ele ele...

Jednak nie nad tym chciałam się tu, teraz, zaraz rozwodzić. Przez cały dzień chodzi mi dzisiaj po głowie jedno pytanie zadane przez koleżankę. "Dlaczego akurat on?" Niby, proste nic nie znaczące pytanie, ale jednak zanim powiedziałam cokolwiek najpierw zaczęłam się nad tym zastanawiać. Odłożyłam widelec z kawałkiem pizzy, szklankę wody z cytryną, w której powoli roztapiała się kostka lodu, a nawet szum Budapeskiej ulicy Vici wydał się jakiś taki dalszy i jakby na chwilę ucichł. Na początku chciałam powiedzieć, że jest uroczy i to może być to. Jednak jak teraz o tym myślę to Pan Prezes jest bardziej uroczy. Ma niesamowite zielone oczy z czarną kropką, a jednak to nie o nim myślę kiedy się budzę, jem śniadanie, idę do szkoły, wracam do domu, idę spać, nie on pojawia się w moich snach, tylko ten cholerny M. A on nawet nie jest w moim typie. Ja lubię wysokich, brązowowłosych, zielonookich (niebieskoocy w sumie też mogą być), szarmanckich, ironicznych, zadufanych w sobie dupków, którzy grają na jakimś instrumencie i potrafią śpiewać. Ten osobnik jest tego całkowitym przeciwieństwem. No dobra nie takim całkowitym. Jest niewiele wyższy ode mnie (plus nie będę musiała chodzić w szpilkach), jego włosy są jakieś takie dziwne i mam wrażenie, że mają własne życie. Mimo to z tego co widziałam dość łatwo się je rozczesuje (wypadły tylko dwa czy trzy). Oczy ma szaro niebieskie i jak mówi piosenka ja tonę, w twoich oczach tonę, w jeziorach twych z turkusów i szkła... Szarmancki khe, on pewnie nie zna takiego słowa, a jeśli nawet zna to pewnie nie wie z czym to się je. No dobra jeśli chodzi o ironiczność to tu chyba raczej sarkazm góruje. Zadufany to on chyba tak do końca w sobie nie jest, ale na przerost ego może cierpieć nie pasuje mi on w tej kategorii ani do Tamakiego, Shou ani nawet Lighto z polskich doujinów. Czemu jest on jedynym męskim potomkiem "swojego rodu", który nie gra na gitarze, przecież to jakaś czysta kpina nieeeeeee. A mimo to jednak on cały czas gdzieś tu we mnie siedzi i chamsko się śmieje, że nie mogę o nim zapomnieć choćbym nie wiem jak chciała. Kiedy zaczęłam mówić powiedziałam, że to chyba to, że ON nigdy nie idzie jak to naiwne ciele za grupą, choćby miał iść całkiem sam to zrobi tak jak uważa. Imponuje mi to, mam w tedy wrażenie, że nie jestem całkiem sama na tym świecie, że są jeszcze ludzie choć trochę podobni do mnie. Patrząc w przeszłość wydaje mi się, że był on dla mnie po prostu bardziej osiągalną wersją Godryka, który odszedł z mojego życia. Wersją, która nigdy nie zastąpi oryginału, a jednak mu się udało go nawet przerosnąć.

Różnimy się strasznie. W sumie można powiedzieć, że więcej rzeczy nas dzieli niż łączy. My nawet do siebie nie pasujemy jak woda i ogień. Mu do siebie pasujemy jak Szpilka do Gówna. I nawet nie chcę myśleć kto jest kim.

Mogłabym tu wam epopeje napisać o tym jaki to on jest wspaniały i nie tylko, ale mam wrażenie, że to mogło by być jedynie lanie wody bez sensu. Nie zmieni to przecież przeszłości, a teraz muszę zrobić coś by w przyszłości było mi lepiej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz